Żyjąc w miastach, łatwo zapominamy, że człowiek podlega tym samym prawom, co reszta natury. Od wieków, w różnych kulturach jednym z ważnych elementów naśladującego naturę cyklu życia były okresowe przerwy w jedzeniu – po cieszeniu się obfitością przychodził czas na odpoczynek, by odnowić i odmłodzić ciało, podobnie jak cała przyroda zbiera siły na wiosenne odrodzenie.

W miarę postępów cywilizacji (które same w sobie nie są bynajmniej złe!) oduczyliśmy się wsłuchiwać we własne ciała i nie rozumiemy wysyłanych przez nie sygnałów, choć informują nas na bieżąco o tym, co jest dobre dla nich i dla nas zarazem, a co nam nie służy. W jakimś stopniu przyczyniło się do tego też popularne w zachodnim świecie przekonanie, że ciało i umysł to dwie zupełnie rozłącznie działające siły. Tymczasem każda pojedyncza komórka naszego ciała podlega tym samym prawom, co istoty żywe, czyli oddycha, je, wydala, potrzebuje odpoczynku, kurczy się i choruje z powodu przewlekłego stresu. Jeśli nakarmimy je wartościowym pożywieniem o wysokiej gęstości odżywczej, będziemy regularnie nawadniać, zapewnimy im czas na spokojne trawienie i oszczędzimy wstrząsów, jakimi są nerwy i stres, któremu łatwo poddajemy się na co dzień, odwdzięczą się nam dobrą kondycją całego organizmu.

Dlatego dietę, zgodnie ze źródłowym znaczeniem tego słowa, rozumiemy nie tylko jako komplet posiłków, ale sposób życia: pozwalanie sobie na przerwy między posiłkami, jedzenie zgodne z wewnętrzną potrzebą, a nie kalkulatorem kalorii, traktowane jako okazja do codziennego świętowania, a nie żywieniowa rutyna, której towarzyszą sztywne zasady zabijające przyjemność ze smakowania i dzielenia stołu z bliskimi. Tak traktowali tę czynność nasi bliżsi i dalsi przodkowie.

Strawić marchewkę? Nic prostszego – wydaje się. Hop, i po krzyku. Tymczasem dla naszego układu pokarmowego to całkiem poważna praca. Zaczyna się od pobudzenia układu pokarmowego przez zmysły. To dlatego mówi się, że ktoś je oczami, ale równie ważny jest węch i słuch. Inaczej smakuje jedzenie przy miłej pogawędce z przyjaciółmi lub szemrzącej w tle ulubionej muzyce, a nieco inaczej, gdy wokół kłócą się współpracownicy albo dudni dyskoteka, prawda? Większość z nas chce wtedy połknąć wszystko jak najszybciej i uciec. Żołądek od razu dostaje sygnał, że coś jest nie tak. Pokarm, jaki do niego trafia, jest niepogryziony, a w dodatku poganiamy go: szybciej, szybciej! Kiedy zaczyna się rozumieć, jakim wyzwaniom podlegają nasze wewnętrzne organy wraz z każdym posiłkiem, trudno się dziwić, że w kuchni Proszę Zdrowie przywiązujemy tak duże znaczenie do kolorystyki, estetyki i zapachu dań, oraz uczymy jeść powoli, ciesząc się tym, co znajduje się na talerzu.

I wreszcie jeszcze jedno odkrycie, które wykorzystujemy przy układaniu naszego menu: gdy przyjrzeć się pokarmom oferowanym przez naturę, nie znajdziemy tam pożywienia, które byłoby jednocześnie bogate w węglowodany i tłuste. O czym to świadczy? Ano, że najwyraźniej tego typu połączenie nie służy człowiekowi. Skoro w samej przyrodzie go brakuje, chyba nie ma też powodu, żeby serwować sobie takie szkodliwe zestawienia w codziennej diecie.

Tymczasem każda pojedyncza komórka naszego ciała podlega tym samym prawom, co istoty żywe, czyli oddycha, je, wydala, potrzebuje odpoczynku, kurczy się i choruje z powodu przewlekłego stresu. Jeśli nakarmimy je wartościowym pożywieniem o wysokiej gęstości odżywczej, będziemy regularnie nawadniać, zapewnimy im czas na spokojne trawienie i oszczędzimy wstrząsów, jakimi są nerwy i stres, któremu łatwo poddajemy się na co dzień, odwdzięczą się nam dobrą kondycją całego organizmu. Oprócz wody, które jak wiemy jest niezwykle istotna warto zastosować bombę witaminową w postaci detoksu sokowego. Duet ten zaserwuje organizmowi ogromną porcje dobrze wchłanialnych witamin I mikroskładników.